Sport i sztuka
Sport i sztuka
Co wspólnego ma fitness i sport z pisaniem, oprócz tego że jakoś staram się bardziej lub mniej udolnie robić codziennie te dwie dziedziny?
Bardzo dużo! Wiele trudności oraz psychologicznych barier, jakie pojawiają się w pisaniu, znalazłem również w treningu. No i oczywiście, przy zachowaniu odpowiednich proporcji jedno może być świetną odskocznią od drugiego, tak więc nie pozostaje nic innego jak tylko je odpowiednio połączyć.
Zachęcam każdego do ruchu fizycznego!
Moja przygoda ze sportem
Od lat sport był dla mnie ważny. Trójbój siłowy, kulturystyka, bieganie, jazda na rowerze, pływanie w jeziorze czy gra w kosza na osiedlu. Epizody z Taekwondo i Judo. Czasem poważnie i ambicjonalnie, czasami hobbystycznie i pro zdrowotnie. Po kilkunastu latach to już po prostu element stylu życia.
Sport bardzo dużo nauczył mnie jeśli chodzi o systematykę i regularność, ale jeszcze więcej jeśli chodzi o naukę stawiania sobie realistycznych celów oraz dążenia do nich krok po kroku.
Wierzę, że wiele z zasad jakimi rządzi się sport, śmiało można przełożyć na pisanie opowieści. W jednym i drugim przypadku musimy mieć realistyczny cel. Musimy poznać „reguły gry” tak w dyscyplinie sportu jak i gatunku literackim. Przede wszystkim, musimy daną czynność powtarzać regularnie po wielokroć po drodze niejednokrotnie łamać własne ego i przyznać, że nie jesteśmy idealni, że dopiero się uczymy (a wiem z autopsji, że przełamać siebie w ten sposób to prawdziwa sztuka!).
W jednym i drugim, warto jest też rozeznać swój poziom – jeśli mamy aspirację na napisanie dwóch powieści w ciągu roku, ale mamy siły i czas tylko na jedną, nie oszukujmy się. Podobnie, jeśli nie możemy ćwiczyć technicznie na ciężarze 80 kg, zmniejszmy obciążenie. Nie możemy być zbyt ambicjonalni, lecz jednocześnie nie możemy pozwolić, by pokonały nas wymówki oraz lenistwo.